innainaczej - archiwum


[strona główna]


2.01.0001 r. godzina 19:40


2009-11-29 16:46:03

2.01.0001 r. godzina 19:40


private joke - w piątek był koncert rammsteina. i czas się zatrzymał. a potem leniwie ruszył.

było tak niesamowicie, że nie potrafię znaleźć słów na opisanie tego, co się działo. oczywiście przy moim wzroście, nie było trudno ponieść mnie z tłumem falującym gdzieś gdzieś daleeeeko, ale nie było aż tak źle. jak czegoś nie widziałam, to kręciłam filmiki i wtedy widziałam, więc też nienajgorzej. przy 'engel' skończyliśmy przy barierkach dzięki moim umiejętnościom przeciskania się między ludźmi. no i dzięki temu, że nikt za bardzo nie chciał skrzywdzić kobiety;) latałam nawet na rękach ludzi (w glanach, ha ha) i zrobilam fikołka:D

oczywiście koncert rammsteina, jak przystało, był mindblowing jeżeli chodzi o efekty - dużo ognia (było strasznie gorąco na płycie - ponoć ogień dało się czuć gdzieś wysoko w lożach), różowa betoniarka w kształcie penisa, z której wylatywała na nas piana podczas 'pussy', a potem konfetti, którym byłam CAŁA oblepiona. flake na pontonie wśród publiczności lub tańczący misiowaty taniec na scenie po wydostaniu się z ognistej wanny. till podczas wykonywania 'engel' w wielkich płonących skrzydłach. niesamowite.

a supportem był combi christ. extraordinary. klawiszowiec, który ani na chwile nie przestawał wirować głową (i jednym jedynym dreadem na jej czubku), pierwszy perkusista, który co chwilę wyrzucał w powietrze pałeczki i musieli mu dostarczać nowe, czy drugi (tak, grali na dwie perkusje!), który rozwalał bębny (z mała pomocą klawiszowca, który rzucił swoim instrumentem w perkusję). i bit niesłychany - taki mix techno z industrial metalem - skocznie! i niespodziewanie pozytywnie. ale po kilku utworach (zagrali 5) zaczęło to męczyć, a wtedy na scenę wstąpił rammstein, przedzierając się przez kurtynę i oślepiając publikę tak intensywnym światłem, że...wow.

jakimś cudem udało się nam wszystkim spotkać przed rozpoczęciem występu rammsteina:) kozioł przybył ostatni i, dzięki czerwonym balonikom-serduszkom (przygotowanym na 'liebe ist fur alle da'), udało się go zobaczyć. oczywiście w trakcie koncertu już nie było tak łatwo, ale przetrwaliśmy.

teraz oczywiście zastanawiam się, czy nie jechać do łodzi, 12.03.2010r., na kolejny koncert. ponoć ma być częścią innej trasy, a zatem liczę również na strasze utwory (w spodku zagrali praktycznie wszystkie z nowej płyty plus oczywiście kilka klasyków). oprócz tego w moje urodziny jest rock am ring, więc też kusi. zobaczymy, jak to się ułoży:)

a teraz namiętnie słucham tylko rammsteina. i jeszcze większą radość czerpię z muzyki. to niesamowite, jak po koncercie te wszystkie utwory nabierają innego znaczenia - tak mocno łączą się ze wspomnieniem sprzed 2 dni, że nie potrafię się nie szczerzyć do monitora. ciekawe, jak długo się to utrzyma.

a z innych tematów - w piątek ag ma urodziny, więc się wybieram. zaniedbując oczywiście madzię t., której obiecałam imprezę. no ale jak tak dalej pójdzie, to imprezy mi się znudzą, już mam lekki przesyt;)

wybrałabym się na koncert kazika.

nie, RAMMSTEINA jeszcze raz. zdecydowanie.

obawiam się, że kolejne notki będą w tym samym tonie, więc uprzedzam.

...LET'S DO IT QUICK!

*już nawet pussy tak polubiłam, że nie mogę się oprzeć śpiewaniu along z tillem.

skomentuj (0)